Niedawno był Dzień Matki, zaraz Dzień Dziecka. Znów uwierzymy, że najlepsze, co możemy dać naszym dzieciom, to najnowszy iPhone albo droga konsola.
Kupujemy im te gadżety, wierząc, że dajemy im świetny start. W rzeczywistości kupujemy sobie chwilowy spokój, oddając ich uwagę w cyfrową próżnię.
Alternatywa? Zabierz syna do kina, a córkę na kolację. Sam na sam. Zbuduj wspomnienia.
Prawdziwa wartość prezentu nie jest mierzona w gigabajtach ani przekątnej ekranu.
Ale rodzicielstwo ma jeszcze jeden poziom. Ten niewidzialny, o którym nikt nie rozmawia na wywiadówkach.
Skoro mówimy o dawaniu dziecku tego, co najlepsze, musimy zrozumieć, że czasami najważniejsze jest to, przed czym je uchronimy. Najgorsza na świecie jest bezsilność wobec choroby. Ale równie straszna jest bezsilność wobec bezdusznych procedur finansowych.
Jeśli myślisz, że ubezpieczysz swoje dziecko na poważne kwoty „kiedy dorośnie i pójdzie do pracy”, jesteś w błędzie.
System medyczny i finansowy to system naczyń połączonych. Jeśli przed swoimi 50. urodzinami usłyszysz diagnozę nowotworu, nie tylko zmienisz swoje życie. Zmienisz również status swojego dziecka.
W dorosłym życiu, przez obciążenie genetyczne wpisane w twoją historię zdrowotną, twoje dziecko może nie przejść ubezpieczeniowej ankiety medycznej.
Nie dostanie ochrony. Zamkniesz mu drzwi, bo dzisiaj wydawało ci się, że macie czas.
Czy mówienie o takich sprawach to kupowanie strachu? Nie. To kupowanie spokoju ducha. To dojrzałe, chłodne zrobienie wszystkiego, co w ludzkiej mocy, by zabezpieczyć przyszłość dziecka.
Możesz w ten weekend wydać kilka tysięcy na kolejny sprzęt, który za dwa lata będzie elektrośmieciem. Albo możesz upewnić się, że twoje ewentualne problemy ze zdrowiem nie zrujnują dorosłego życia twojego dziecka.
Zrób to dla nich. Wejdź na ubezpieczenianaraka.pl i sprawdź, czy wasza historia zdrowotna pozwala wam jeszcze przejść ankietę medyczną.